środa, 9 maja 2018

Uwiodła i zatrzymała.

Co sprawiło, że siatkówka zatrzymała mnie przy sobie? Można powiedzieć, że siatkówka stała się moją życiową podporą. Dzięki niej doświadczam wielu wspaniałych chwil. Ma w sobie coś magicznego, coś co pozwala mi oderwać się od rzeczywistości i zapomnieć o problemach dnia codziennego. Każdy mecz, każda pojedyncza akcja, czy odbicie piłki powoduje drżenie rąk i dreszcz emocji. Ktoś powie, że to przecież tylko pomarańczowe boisko przedzielone siatką, a po obu jej stronach staje po sześciu zawodników i odbijają piłkę. Lecz w moim przekonaniu to pasja jaka przez nich przemawia, adrenalina, łzy rozpaczy i szczęścia. Gdy zaczyna się mecz człowiek przenosi się do świata bogatego w kolory. Do świata bez smutku. Szczęście jakie mnie ogarnia podczas oglądania meczu poprawia mi humor, rozładowuje stres. Kibicując w łatwy sposób można wyrazić siebie. Choć to gra błędów i niepowodzeń to nigdy nie zawodzi, uczy cierpliwości i logicznego myślenia. Najważniejsze jest jednak to, że już od najmłodszych lat uczy patriotyzmu. Wspólne śpiewanie hymnu, prezentowanie z dumą biało-czerwonych barw. Dzięki braku agresji na trybunach zasiadają całe rodziny i bez przeszkód mogą wspólnie spędzać wolny czas. Ten kto mnie zna wie, że jestem osobą nieśmiałą lecz siatkówka to zmienia. Dodaje mi pewności siebie. Dzięki niej poznałam kilku wspaniałych ludzi. Siatkówka odzwierciedla życie każdego z nas. Czasem jesteśmy atakowani, stawiamy blok i dajemy opór wszystkim przeciwnością losu. Czasem to nie wystarcza i wtedy możemy liczyć na przyjaciół. Jesteśmy drużyną i razem przetrwamy do końca sezonu. Co do siatkarzy to dają mi satysfakcję kiedy wygrywają, a kiedy nie idzie im najlepiej to walczą. Ja w zamian wierzę w nich bardziej niż ktokolwiek, bo „Kiedy wierzysz, że się uda wtedy wiara czyni cuda”. Szanuję ich, ponieważ w każdy trening i mecz wkładają wiele siły i poświęcenia. Wylewają siódme poty aby nas, kibiców, zadowolić swoją grą. Poświęcają swoje życie rodzinne aby być lepszym. Kocham ich jak braci, za ich wielkie serca. Za uśmiech po każdej zwycięskiej akcji i złość po każdej nieudanej akcji. Dzięki nim znalazłam coś czym mogę się dzielić z innymi.
Ta wspaniała przygoda trwa już długo i mam nadzieję, że nikt ani nic nie odbierze mi tej radości jeszcze przez długi, długi czas.




*****
Dziękuję za kilka prywatnych wiadomości. Aż serce rośnie kiedy wiem, że czytacie jak i polecacie innym :) Czekam na więcej i do następnego ;)
P.S. Mogę zdradzić, że pracuję nad tekstem dotyczącym mojej kolejnej wielkiej sportowej miłości ;) 

czwartek, 3 maja 2018

Od siatkówki wszystko się zaczęło.

Moja kibicowska przygoda z siatkówką zaczęła się od… nudnego listopadowego popołudnia. W telewizji jak zwykle nic ciekawego do oglądania więc postawiłam na sport. Na początku nie za bardzo wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Wiadome było tylko, że grają dwie reprezentacje męskie, Polska i Rosyjska. Tak to był rok 2006 i jak się później okazało były to Mistrzostwa Świata w siatkówce mężczyzn. Pamiętam jak dziś, że zaczęłam oglądać mecz przy piłce setowej dla Rosjan w drugim secie. Ale, co dziwne, przegrana mnie nie zraziła. Kolejne sety toczyły się tak szybko, że nie zauważyłam kiedy spotkanie się skończyło wynikiem 3:2 dla reprezentacji Polski. Postanowiłam wtedy, że to będzie moja dyscyplina. Oglądając kolejne mecze starałam się przyswoić przynajmniej nazwiska biało-czerwonych graczy i mniej więcej zapoznać się z zasadami. Po ostatniej piłce finałowej wiedziałam, że choćby nie wiem co się działo nigdy się od nich nie odwrócę. Piękno srebrnego medalu sprawiło, że zapomniałam na chwilę o swoim dotychczasowym, niepoukładanym życiu. Do 2010 roku liczyła się tylko reprezentacja. Szukanie informacji o siatkówce, zagłębianie się w jej najskrytsze zakamarki. W tym też roku pierwszy raz, z zaoszczędzonych pieniędzy, zakupiłam bilet na mecz reprezentacji, a raczej dwa bilety bo to była dwudniowa impreza. Liga Światowa 2010. 3. – 4. lipca. Faza grupowa. Mecz Polska – Kuba. Atlas Arena. Choć obydwa mecze były przegrane to wtedy poczułam, że to jest zajęcie, któremu oddam się w całości. PlusLigą zainteresowałam się zaraz potem. Od początku sezonu zaczęłam oglądać to co się dzieje na polskich boiskach. Oczywiście jako łodzianka kibicowałam PGE Skrze Bełchatów. Następne były mecze Ligi Mistrzów oglądane w telewizji lub na trybunach Pałacu Sportu i Atlas Areny. Reprezentacji do 2014 roku kibicowałam tylko z trybun łódzkiej hali lub w domu przed telewizorem. W tym roku też spełniło się moje największe marzenie. Wyjechałam na mecz reprezentacji po za rodzinne miasto, a właściwie to byłam wszędzie tam gdzie siatkarze nawet jeśli musiałam stać pod halą i oglądać mecz na telebimach.
To tyle o tym jak się zaczęło ale najważniejsze, że trwa dalej i ciągle nabiera tempa.








**********
Witajcie! Na nowo zaczynam swoją przygodę z blogiem. Będę pisać głównie o tym co w siatkarskiej trawie piszczy od strony PlusLigi i reprezentacji oraz jak to wygląda według mnie. Nie zapomnę też pisać o moich sportowych podbojach.
Po przeczytaniu nie zapomnijcie o dodaniu komentarza, a może chcecie abym poruszyła na blogu temat związany ze sportem?