Od smutku przechodzimy do radosnych chwil. Na myśli mam trzy mecze naszych siatkarzy rozgrywane we Włoszech. Szczerze? Brakowało mi tych rollercoasterów. Jest dobrze, nagle coś się zacina i tracimy serię punktów. Coś się odblokowuje i jesteśmy na prowadzeniu. No i oczywiście te wyrównane końcówki oraz siedzenie jak na szpilkach. Co ja mówię, nawet nie siedzenie lecz wręcz stanie przed telewizorem i przechodzenie z nogi na nogę. Ale czym byłaby siatkówka w wykonaniu biało-czerwonych gdyby nie takie chwile? Takie momenty nakręcają bo skoro oni mogą to ja tym bardziej mogę przezwyciężyć złe chwile w życiu. Przed turniejem we Włoszech Vital Heynen powiedział, że będzie szczęśliwy jeśli wygramy trzy mecze w pięciu setach. No i jak chciał tak miał. Trzy mecze po pięć setów i co najważniejsze trzy wygrane. Dreszczowce jakich mało. Wracają wspomnienia z najlepszych siatkarskich spotkań biało-czerwonych. I co najważniejsze mamy szansę na FinalSix, ale najpierw kierunek Niemcy.
*****
Nie wiem jak wy ale ja muszę odsapnąć po tym weekendzie.


