niedziela, 13 września 2020

Pierwsza kolejka.

I jest, po pół roku czasu wracamy na PlusLigowe parkiety. Moja radość nie zna granic. Brakowało mi już dźwięku odbijanej piłki i gwizdka sędziego. Trochę się pozmieniało, bo nie mamy sędziów liniowych i może być zajętych tylko 50% miejsc siedzących na trybunach, ale to nadal siatkówka. Zmagania w tym sezonie zaczęły się standardowo od meczu beniaminka z drużyną najlepszą w zeszłym sezonie. Po jednej stronie Stal Nysa z Bartmanem i Ruciakiem, którzy chcą coś udowodnić nie tylko sobie ale i innym kontra ZAKSA, która chce kolejny raz zdobyć mistrzostwo polski. Wyrównany początek meczu, na koniec Nysie brakło zdecydowania w zagrywce. Zbyt dużo błędów w tym elemencie pozwoliło Kędzierzynianom odjechać i wygrać otwierającego seta. Gdyby Stal utrzymała ten power z pierwszej partii miałaby przeciwnika na wyciągnięcie ręki. Brakło spokoju ducha i jeśli zaczną grać swoje jako drużyna na pewno utrzymają się w PlusLidze. Następnego dnia jako pierwsi na parkiet w Radomiu wyszli gospodarze podejmując ekipę z Olsztyna. Początek meczu z długimi akcjami wróżył dobremu i długiemu widowisku. Radomianie jednak szybko się rozkręcili i wypracowali przewagę co dało wygranie seta. W kolejnej partii siatkarze z Olsztyna wyszli dość szybko na prowadzenie lecz Radom tanio skóry nie chciał sprzedać i pod koniec wyrównał stan seta. Trochę to wyglądało jak drzemka po stronie Olsztyna, z której w porę się wybudzili i wyrównali stan meczu. Dzięki tej wygranej nabrali wiatru w żagle i... Radom wygrał mecz w tie breaku. To dobra lekcja dla Indykpolu aby nie wypuszczać okazji z ręki. Zaraz po tym spotkaniu przenieśliśmy się do Lubina gdzie tamtejsza drużyna podjęła Skrę Bełchatów. Jeszcze przed meczem mogłoby się wydawać, że szybko 3:0 i lecimy dalej ale bardzo dobra gra po stronie gospodarzy w pierwszym secie i Bełchatowianie nie za bardzo mięli jakiekolwiek argumenty aby choćby napsuć krwi przeciwnikowi. Przebłyski dobrych akcji nie pomogły. Lubinianie jednak popełnili jeden podstawowy błąd, dali się rozkręcić siatkarzom Skry. Później był set na przewagi i po ciężkim boju wygrana Bełchatowian. Ostatni tego dnia mecz odbył się na Suwałkach gdzie zajechał zespół z Katowic.Tak na prawdę tylko pierwsza połowa pierwszego seta oraz końcówka trzeciego zasługuje na podsumowanie ponieważ w tych momentach gra była wyrównana i na przyzwoitym poziomie. Dalej przyszła niedziela z początkiem w Będzinie z ekipą z Warszawy. Zespół ze stolicy już w zeszłych sezonach pokazał, że liczą się w każdej walce i czas pokaże jak wykorzystają swoje możliwości. Na razie jest trochę chwiejnie ale potrafią wychodzić z opresji i swoje wady przekształcać w zalety. A Będzinianie? mogli doprowadzić do piątego seta lecz brakło chłodnej głowy i zacięcia z trzeciego seta. Na koniec kolejki w Zawierciu z Jastrzębskim Węglem odbył się mecz marzenie. Pierwszy set nie zwiastował problemów po stronie Jastrzębian lecz trzeba przyznać graczom z Zawiercia, że postawili srogie warunki. Mecz bardzo przyjemny dla oka z dużą ilością ponad przeciętnych akcji. Podział punktów według mnie sprawiedliwy. Można sobie tylko życzyć aby większość meczów była taka jak ten. Ostatni mecz kolejki pomiędzy Resovią i Treflem Gdańsk zastał przełożony na październik. Powód? Ten wstrętny wirus. Oby było warto czekać na to spotkanie.















niedziela, 6 września 2020

Powrót do (prawie) normalności.

Po baaardzo długim czasie siatkówka powraca i ja także. Na dobry początek zaczynamy od Superpucharu Polski i meczu finałowego między Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i PGE Skrą Bełchatów. Po pierwszym secie miałam wrażenie, że trochę nam się trójkolorowi rozleniwili. Szybko jednak zostało to zweryfikowane w kolejnych odsłonach meczu. Wygrała drużyna lepsza i z mniejszym wskaźnikiem zepsutych piłek. Grali czysto sportowo i to jedyny pocieszający fakt dla drużyny z Bełchatowa. 



Od soboty zacznie się także regularna nasza Polska Liga. Cieszy mnie fakt, że się zaczyna bo ostatnie informacje ze świata i z Polski nie napawają optymizmem. Zastanawiam się jednak jak będą wyglądać same spotkania. Czy kibice będą mogli być obecni na trybunach? Jeśli tak to w jakiej ilości? Czy może jednak zostaje nam kibicowanie w domach przed telewizorem? Czy tak jak w przypadku Superpucharu Polski nie będzie sędziów liniowych? A po sezonie ligowym? Czy Liga Narodów się odbędzie? Jeśli tak to czy z kibicami na hali? Jest tyle pytań, a tak niewiele odpowiedzi. Tak naprawdę jedyną odpowiedzią jest "a kto to wie?" Czas pokaże. Musimy uzbroić się w cierpliwość. Wierzyć, że jeszcze razem usiądziemy na trybunach, uniesiemy w górę kibicowskie barwy i będziemy dopingować tych, dla których zdzieramy gardła i przemierzamy kilometry.